Bóg się nie spieszy. Dlaczego pośpiech odciąga nas od Niego

Obejrzałem dziś kolejny krótki filmik, rozmowę dwóch pastorów. Jeden z nich powiedział zdanie, które zatrzymało mnie na dłużej: pośpiech to nie jest neutralna rzecz. To duch, który odciąga cię od Boga.

Brzmi mocno. Ale im dłużej o tym myślę, tym bardziej się zgadzam.

Bóg ma swoje tempo

Pastor mówił, że w królestwie Bożym jest rytm i tempo. Kto wybija człowieka z tego rytmu, ten sprawia, że idzie on przed Bogiem, a nie za Nim. Zamiast czekać na właściwy moment, bierzemy sprawy w swoje ręce, bo „już, teraz, natychmiast”.

Ciekawe, że wśród owoców Ducha Świętego, o których pisze św. Paweł w Liście do Galatów, jest właśnie cierpliwość. A św. Jakub pisze, żeby pozwolić cierpliwości dokończyć swoje dzieło, bo dopiero wtedy człowiek jest pełny i niczego mu nie brakuje.

Czekanie jako broń

Najbardziej spodobało mi się to, że pastor nazwał czekanie bronią. Nie słabością, nie stratą czasu, tylko bronią. Kto potrafi poczekać, tego trudno zmanipulować, bo nie da się go popchnąć do decyzji pod presją.

I jeszcze jedno zdanie, które zapisałem sobie w głowie: „Moja nagła sprawa nie jest Jego nagłą sprawą”. Kiedy przychodzę do Boga w panice, On mnie nie przyspiesza. On mnie spowalnia.

Świat prędkości

Szybszy internet, szybsze dostawy, szybsze odpowiedzi. Wszystko ma być na już. Przyzwyczailiśmy się do tego tak bardzo, że każde czekanie wydaje się problemem do rozwiązania.

Jako kucharz widzę to codziennie. Dobrego rosołu nie da się zrobić w dziesięć minut. Gulasz musi się dusić, ciasto musi wyrosnąć, mięso musi odpocząć po pieczeniu. Można podkręcić ogień, ale wtedy wszystko się przypala z wierzchu, a w środku zostaje surowe. W kuchni pośpiech prawie zawsze kończy się błędem albo skaleczeniem.

Może z życiem jest podobnie. Niektóre rzeczy muszą się „ugotować” w swoim czasie.

Co z tym zrobić?

Nie chodzi o to, żeby wszystko robić powoli. W pracy czasem trzeba się uwinąć, bo obiad musi być na czas. Chodzi o to, żeby pośpiech nie rządził moim sercem i moimi decyzjami. Zanim zrobię coś ważnego pod presją, warto się zatrzymać i zapytać: czy to naprawdę musi być teraz?

Bo Bóg się nie spóźnia. On po prostu nie biegnie.

A Wy? Co w Waszym życiu najbardziej Was pogania? Napiszcie w komentarzu.

Przewijanie do góry